Biało-Czerwoni wywalczyli awans, choć przez minutę było gorąco

Stało się, na Stadionie Narodowym, Biało-Czerwoni przypieczętowali awans na Mistrzostwa Świata w Rosji ogrywając Czarnogórę 4-2. Choć na siedem minut przed końcem, musieliśmy drżeć o wynik, ponieważ rywale wyrównali stan meczu i byli jedną bramkę od sprawienia sensacji. Jak się okazało, nawet jeżeli Biało-Czerwoni przegraliby wczorajszy mecz, awans i tak należałby do nich, Dania w ostatnich minutach straciła bowiem prowadzenie 1-0 i zremisowała z Rumunią.

Mecz zaczął się bardzo podobnie do tego czwartkowego w Erywaniu. W szóstej minucie meczu wyszliśmy na prowadzenie po pięknej akcji Lewandowskiego, Piszczka i Zielińskiego. Nasz rozgrywający dograł piłkę w pole karne do Krzysztofa Mączyńskiego, a ten nie zmarnował dogodnej sytuacji i otworzył wynik meczu. Dziesięć minut później kolejna świetna akcja duetu Zieliński – Lewandowski i gol Kamila Grosickiego, który wykorzystał dogranie od kapitana reprezentacji.

Gra została więc uspokojona i wszyscy mogliśmy powoli szykować szampany. Niestety, nieco za wcześnie o fecie myśleć zaczęli piłkarze, którzy już pod koniec pierwszej połowy dostali kilka ostrzeżeń od Czarnogórców. W drugiej połowie ponownie oddaliśmy inicjatywę i zostaliśmy za to ukarani. W 78 min. przepiękną bramkę przewrotką zdobył Mugosa, dla którego był to pierwszy kontakt z piłką po wejściu na boisko minutę wcześniej. Pięć minut później serca kibiców zadrżały. Z dystansu przymierzył Tomasevic i znów mogliśmy narzekać na stare demony w kadrze. Zbyt szybki spadek koncentracji i dziury w obronie. Pod względem straconych bramek, Polska zajęła by trzecie miejsce w grupie za Armenią i Kazachstanem. Na szczęście, nie mieliśmy sobie równych w strzelonych golach, mając 28 bramek na koncie. O osiem więcej niż Dania i Czarnogóra.

Dwie stracone bramki podziałały na naszych piłkarzy pobudzająco. Inna sprawa, że Czarnogóra bardzo mocno pomogła nam w odzyskaniu prowadzenia. Fatalne nieporozumienie po stronie gości wykorzystał Robert Lewandowski, który skorzystał ze zbyt krótkiego dogrania do bramkarza, przejął piłkę i wpakował ją do pustej bramki. Kilka chwil później kuriozalną bramkę samobójczą zapisał na swoim koncie Stojkovic ustalając wynik na 4-2.

Mamy awans, jednakże mamy też o czym myśleć. Biało-Czerwoni mają dwa główne problemy, które trzeba naprawić przed Mistrzostwami Świata. Po pierwsze, zbyt szybka utrata koncentracji przy korzystnym wyniku. Przez taki obrót spraw wczoraj o mało co nie straciliśmy zwycięstwa, a w pierwszym meczu zremisowaliśmy z Kazachstanem pomimo prowadzenia 2-0. Drugi mankament to gra w defensywie. Popełniamy za dużo błędów, które kosztowały nas utratę aż 14 bramek. Dla przykładu, druga Dania straciła zaledwie 8, Rumunia 10, a Czarnogóra 12.

Tyle, ze z kapitanem Lewandowskim z przodu ilość straconych bramek nie miała znaczenia. Sam „Lewy” w tych eliminacjach ustrzelił 16 bramek i na razie jest królem klasyfikacji strzelców, a także rekordzistą w historii eliminacji w grupach europejskich. To może się jednak zmienić we wtorek. Portugalia zmierzy się w ostatnim meczu ze Szwajcarią, a Cristiano Ronaldo ma na swoim koncie 15 trafień. Będzie to niezwykle emocjonujące spotkanie. Helweci prowadzą w grupie z 27 punktami, zaś Portugalia traci do nich 3 oczka. Ekipa Ronaldo ma jednak lepszy bilans bramek i zwycięstwo u siebie będzie oznaczało bezpośredni awans dla Portugalii i baraże dla Szwajcarów.

Leave a Reply

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz