Biało-Czerwoni wywalczyli awans, choć przez minutę było gorąco

Stało się, na Stadionie Narodowym, Biało-Czerwoni przypieczętowali awans na Mistrzostwa Świata w Rosji ogrywając Czarnogórę 4-2. Choć na siedem minut przed końcem, musieliśmy drżeć o wynik, ponieważ rywale wyrównali stan meczu i byli jedną bramkę od sprawienia sensacji. Jak się okazało, nawet jeżeli Biało-Czerwoni przegraliby wczorajszy mecz, awans i tak należałby do nich, Dania w ostatnich minutach straciła bowiem prowadzenie 1-0 i zremisowała z Rumunią.

Mecz zaczął się bardzo podobnie do tego czwartkowego w Erywaniu. W szóstej minucie meczu wyszliśmy na prowadzenie po pięknej akcji Lewandowskiego, Piszczka i Zielińskiego. Nasz rozgrywający dograł piłkę w pole karne do Krzysztofa Mączyńskiego, a ten nie zmarnował dogodnej sytuacji i otworzył wynik meczu. Dziesięć minut później kolejna świetna akcja duetu Zieliński – Lewandowski i gol Kamila Grosickiego, który wykorzystał dogranie od kapitana reprezentacji.

Gra została więc uspokojona i wszyscy mogliśmy powoli szykować szampany. Niestety, nieco za wcześnie o fecie myśleć zaczęli piłkarze, którzy już pod koniec pierwszej połowy dostali kilka ostrzeżeń od Czarnogórców. W drugiej połowie ponownie oddaliśmy inicjatywę i zostaliśmy za to ukarani. W 78 min. przepiękną bramkę przewrotką zdobył Mugosa, dla którego był to pierwszy kontakt z piłką po wejściu na boisko minutę wcześniej. Pięć minut później serca kibiców zadrżały. Z dystansu przymierzył Tomasevic i znów mogliśmy narzekać na stare demony w kadrze. Zbyt szybki spadek koncentracji i dziury w obronie. Pod względem straconych bramek, Polska zajęła by trzecie miejsce w grupie za Armenią i Kazachstanem. Na szczęście, nie mieliśmy sobie równych w strzelonych golach, mając 28 bramek na koncie. O osiem więcej niż Dania i Czarnogóra.

Dwie stracone bramki podziałały na naszych piłkarzy pobudzająco. Inna sprawa, że Czarnogóra bardzo mocno pomogła nam w odzyskaniu prowadzenia. Fatalne nieporozumienie po stronie gości wykorzystał Robert Lewandowski, który skorzystał ze zbyt krótkiego dogrania do bramkarza, przejął piłkę i wpakował ją do pustej bramki. Kilka chwil później kuriozalną bramkę samobójczą zapisał na swoim koncie Stojkovic ustalając wynik na 4-2.

Mamy awans, jednakże mamy też o czym myśleć. Biało-Czerwoni mają dwa główne problemy, które trzeba naprawić przed Mistrzostwami Świata. Po pierwsze, zbyt szybka utrata koncentracji przy korzystnym wyniku. Przez taki obrót spraw wczoraj o mało co nie straciliśmy zwycięstwa, a w pierwszym meczu zremisowaliśmy z Kazachstanem pomimo prowadzenia 2-0. Drugi mankament to gra w defensywie. Popełniamy za dużo błędów, które kosztowały nas utratę aż 14 bramek. Dla przykładu, druga Dania straciła zaledwie 8, Rumunia 10, a Czarnogóra 12.

Tyle, ze z kapitanem Lewandowskim z przodu ilość straconych bramek nie miała znaczenia. Sam „Lewy” w tych eliminacjach ustrzelił 16 bramek i na razie jest królem klasyfikacji strzelców, a także rekordzistą w historii eliminacji w grupach europejskich. To może się jednak zmienić we wtorek. Portugalia zmierzy się w ostatnim meczu ze Szwajcarią, a Cristiano Ronaldo ma na swoim koncie 15 trafień. Będzie to niezwykle emocjonujące spotkanie. Helweci prowadzą w grupie z 27 punktami, zaś Portugalia traci do nich 3 oczka. Ekipa Ronaldo ma jednak lepszy bilans bramek i zwycięstwo u siebie będzie oznaczało bezpośredni awans dla Portugalii i baraże dla Szwajcarów.

Biało-Czerwoni gromią Armenię i są o krok od awansu na Mundial

Takich spotkań oczekujemy od Biało-Czerwonych w meczach ze słabszymi rywalami. W pierwszym meczu na Narodowym nasi piłkarze musieli się mocno napocić aby wywalczyć trzy punkty z Armenią strzelając decydującą bramkę w ostatnich sekundach meczu. W Erywaniu było jednak zupełnie inaczej. Gładko, miło i przyjemnie. Z drobnymi potknięciami, ale cały czas na wysokim poziomie.

Już w drugiej minucie meczu prawą stroną akcję rozegrał stary, dobry duet Kuby Błaszczykowskiego i Łukasza Piszczka. Centre w pole karne tego drugiego wykorzystał Kamil Grosicki, który dał prowadzenie Biało-Czerwonym. W 18 min. meczu Robert Lewandowski przepięknie przymierzył z rzutu wolnego i zrównał się w klasyfikacji najlepszych strzelców reprezentacji z Włodzimierzem Lubańskim. Kilka minut później stał się samodzielnym liderem.

Sytuacja jaka na piłkarskich boiskach dzieje się bardzo rzadko. Golkiper Armenii, który w tym meczu, nie oszukujmy się, grał bardzo słabo, złapał piłkę zagraną przez swojego obrońcę. W rezultacie Biało-Czerwoni mieli rzut wolny pośredni z linii pola bramkowego. Cała jedenastka Armeńczyków ustawiła się na linii bramkowej. Piłkę delikatnie musnął Grosicki, a potężną bombę posłał Lewy. Piłka odbiła się od nóg jednego z obrońców i wpadła do siatki.

Na kilka minut przed przerwą z dobrej strony pokazał się najlepszy zawodnik Armenii, Mchitarjan. Rewelacyjnie wykonał rzut rożny wprost na głowę Hambardzumyana, który zmniejszył prowadzenie Polaków. W tej sytuacji nieco przyspał Kamil Glik. Mimo to Orły Nawałki schodziły do szatni w bardzo dobrych nastrojach.

W 58 min. indywidualnymi umiejętnościami błysnął Kuba Błaszczykowski, który łatwo poradził sobie z rywalami, wpadł w pole karne i przymierzył w kierunku bliższego słupka. Ponownie fatalnie zachował się bramkarz gospodarzy, który powinien bez problemów wybronić ten strzał. Zamiast jednak wybijać futbolówkę, zdecydował się na próbę złapania piłki. W efekcie minął się z nią, a Biało-Czerwoni prowadzili już 4-1.

Kilka minut później Robert Lewandowski ustrzelił hat-tricka zdobywając 50. bramkę w reprezentacji. Wyprzedził jednocześnie w klasyfikacji najlepszych strzelców eliminacji Cristiano Ronaldo, a co więcej, pobił rekord liczby bramek w turnieju kwalifikacyjnym. Takie bramki zwykle oglądamy w Bayernie, bo po składnej akcji, Grosicki wystawił piłkę Lewemu jak na tacy, a ten z najbliższej odległości dołożył tylko stopę i dopełnił formalności.

To nie koniec popisów Biało-Czerwonych. Na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry, zamieszanie w polu karnym wykorzystał wprowadzony w 72 min. Rafał Wolski, który z kilku metrów wpakował piłkę do siatki i odebrał gromkie brawa i gratulacje od kapitana naszej reprezentacji. Polacy zwyciężyli 1-6 i są o krok od awansu na Mistrzostwa Świata.

Po cichu liczyliśmy, że awans stanie się faktem tego samego dnia. O 20:45 w Podgoricy Czarnogóra podejmowała Danię. Remis w tym meczu oznaczałby awans naszych piłkarzy. Jednak słabo grający gospodarze ulegli z Danią 0-1 i teraz udadzą się do Polski by na Stadionie Narodowym stanowić ostatnią przeszkodę na drodze Polaków do Rosji. Wystarczy nam remis aby przypieczętować pierwsze miejsce w grupie. Jeżeli przegramy to spotkanie, a Dania wygra z Rumunią, wtedy to Duńczycy wywalczą bezpośredni awans, a nas czekać będą baraże. Jednak chyba nikt nie dopuszcza scenariusza, w którym w niedzielę moglibyśmy przegrać z Czarnogórą.

Jupp Heynckes zawiesi emeryturę by ratować Bayern?

Sensacyjne wieści docierają z Monachium. W porannym wydaniu Bild oznajmia, że nowym trenerem będzie Jupp Heynckes, który już trzykrotnie w swojej karierze prowadził Bayern. Niemiec miałby zawiesić emeryturę i funkcję szkoleniowca pełnić do końca sezonu. Po upływie tego czasu zastąpiłby go obecny trener Hoffenheim, Julian Nagelsmann.

To właśnie Nagelsmann był głównym kandydatem do objęcia Bayernu Monachium, jednak Hoffenheim nie zgodziło się na wcześniejsze rozwiązanie kontraktu ze szkoleniowcem. Bawarczycy mieli zatem zatrudnić Thomasa Tuchela, który aktualnie jest bez pracy. Wczoraj wydawało się, że decyzja jest już przesądzona i były trener Mainz oraz Borussi Dortmund niebawem zostanie oficjalnie zaprezentowany mediom.

Jednak Bild twierdzi, że władze Bayernu nie do końca były zachwycone takim pomysłem. Tuchel jak wiadomo jest trenerem, który potrafi popadać w konflikty z piłkarzami. W Monachium, pełnym od gwiazd z bardzo dużym ego, mogłoby to być fatalne połączenie. Niemiecki magazyn twierdzi, że pojawił się inny, szalony pomysł. Spróbować namówić Heynckesa, który prowadził Bayern przed Pepem Guardiolą i w sezonie 2012/2013 zdobył wszystkie możliwe trofea na czele z Ligą Mistrzów.

W stolicy Bawarii do dziś tęsknią za niepokonaną maszyną, którą udało się stworzyć Heynckesowi. Podobno namysły nie trwały długo. Karl-Hainz Rummenigge miał chwycić za telefon i zadzwonić do byłego szkoleniowca Bayernu. Według doniesień Bilda, Heynckes przyjął propozycję i do końca sezonu ma objąć drużynę z Monachium. Czy byłby w stanie doprowadzić ten klub do wielkich sukcesów? Pamiętajmy, że tylko jego ostatni sezon w stolicy Bawarii był tak udany. Wcześniej prowadził Bayern w latach 1987-1991 zdobywając dwa mistrzostwa Niemiec, a także przez kilka miesięcy w roku 2009.

Zastanawiające jest, jakie podejście miałby Heynckes do Roberta Lewandowskiego. Gdy był szkoleniowcem Bayernu nie był zainteresowany sprowadzeniem do klubu Polaka, ponieważ wolał usługi ówczesnego napastnika Bawarczyków, Mario Mandżukicia. Lewandowski został sprowadzony do Monachium poprzez Guardiolę, który chciał go mieć w swojej drużynie przejmując posadę.

Reprezentacja Polski – niewiadome przed meczem z Armenią

Już jutro wkraczamy w decydującą fazę eliminacji do Mistrzostw Świata. W czwartek czeka nas trudny mecz wyjazdowy z Armenią. Jeżeli Biało-Czerwoni wygrają, a w spotkaniu Dania-Czarnogóra padnie remis, już jutro będziemy mogli cieszyć się z awansu na Mistrzostwa Świata. Jeżeli, któraś ze stron przechyli szalę zwycięstwa, w niedzielę z Czarnogórą zagramy decydujący mecz o to, kto pojedzie do Rosji walczyć o najważniejsze trofeum w piłce reprezentacyjnej.

Jest kilka niewiadomych, które staną się jasne dopiero jutro w chwili gdy Adam Nawałka. Zacznijmy od bramki. Pojawiały się pogłoski, mówiące o tym, że w meczu z Armenią rolę pierwszego bramkarza ponownie obejmie Wojciech Szczęsny, który w Serie A rozegrał dla Juventusu dwa spotkania. Jednak Łukasz Fabiański mimo wszystko gra w każdym spotkaniu ligowym i spisuje się znakomicie. Wydaje się więc, że to golkiper Swansea pojawi się jutro od pierwszej minuty.

W linii obronnej pewniakami są Łukasz Piszczek i Kamil Glik. Na lewej stronie prawdopodobnie wystąpi Maciej Rybus, który deklaruje, że jest gotowy do gry po kontuzji. Trener Nawałka jest jednak przygotowany na ewentualną zmianę i na tą pozycję szykuje także Bartosza Bereszyńskiego, który w Sampdorii występuje po drugiej stronie boiska, jednak w kadrze, z racji na deficyty lewych obrońców jest szykowany na konieczność zastąpienia Artura Jędrzejczyka oraz Macieja Rybusa. Drugi stoper? Michał Pazdan nie ma dobrego okresu, zresztą jak cała warszawska Legia. Wydaje się, że lepszym wyborem byłby regularnie grający w Palermo Cionek. Jednak jaką decyzję podejmie Adam Nawałka, dowiemy się dopiero jutro.

Najwięcej niewiadomych jest w linii pomocy. Do składu najprawdopodobniej wróci Grzegorz Krychowiak, który po transferze do West Bromwich Albion spisuje się coraz lepiej. Zważając na kontuzję Arkadiusza Milika, możliwy scenariusz zakłada, że wystąpimy dwóją pomocników defensywnych. Tylko kto byłby towarzyszem Krychowiaka? Mączyński to ryzyko podobne jak w przypadku Pazdana, Legia jest w ogromnym kryzysie, a piłkarze tej drużyny zostali ostatnio zaatakowani przez pseudokibiców po porażce 3-0 z Lechem Poznań. Jest Linetty, który niestety nie dostaje za dużo szans w Sampdorii. Mimo wszystko, powinien być lepszym wyborem. Z przodu za plecami Roberta Lewandowskiego bez wątpienia zagra Piotr Zieliński. Na skrzydłach, z lewej strony Kamil Grosicki, a z prawej… no właśnie. Z dużą dozą prawdopodobieństwa na tej pozycji obejrzymy jutro dwóch zawodników. Kubę Błaszczykowskiego i Macieja Makuszewskiego. Który z nich wybiegnie w podstawowym składzie, a który będzie zmiennikiem?

Na szpicy oczywiście Robert Lewandowski. Ta pozycja jest niezagrożona i aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby kapitan reprezentacji doznał kontuzji. Zważając, że kontuzja Milika prawdopodobnie spowoduje powrót do ustawienia z jednym napastnikiem, dużo trzeba wymagać od Zielińskiego, który będzie jedynym wsparciem pod polem karnym dla Lewandowskiego. Rywale naszego napastnika zawsze traktują bardzo ostro, wiedzą, że nie można mu zostawić centymetra wolnego miejsca i często uciekają się do fauli. A może Adam Nawałka zaskoczy jutro wszystkich i jednak zdecyduje się postawić na dwóch napastników? Wtedy głównym faworytem do objęcia pozycji obok „Lewego” byłby Łukasz Teodorczyk.

Kluby z Katalonii dołączyły do strajku po referendum

W niedzielę, w Katalonii trwało referendum, które miało wskazać, jak bardzo region ten pragnie autonomii od Hiszpanii. Panowała bardzo gorąca atmosfera, trwały manifestacje. Doszło także do starć z policją, które według mediów zostały przysłane przez rząd hiszpański w celu ograniczenia dostępu do lokali wyborczych. Dlaczego? Ponieważ według władz hiszpańskim referendum na terenie Katalonii było nielegalne.

Nie mniej jednak, aż 90% Katalończyków zagłosowało za odłączeniem się od Hiszpanii. Piłkarz Dumy Katalonii, FC Barcelony, Gerard Pique stwierdził, że nigdy nie czuł się tak dumny z bycia Katalończykiem. Spotkało się to z ostrą reakcją kibiców reprezentacji Hiszpanii, którzy wygwizdali 30-letniego piłkarza gdy ten zjawił się na zgrupowaniu kadry. Pique stwierdził, że jeżeli selekcjoner, a także kibice uznają, że to on jest głównym problemem La Furia Roja, to zakończy karierę reprezentacyjną jeszcze przed mundialem w Rosji.

Dziś natomiast, w całej Katalonii trwa generalny strajk, który jest efektem próby tłumienia referendum, a także nie uznania go przez władze hiszpańskie. Zamknięte będą fabryki, miejsca użyteczności publicznej, sklepy, a także kluby piłkarskie. FC Barcelona, Espanyol i Girona nie będą dzisiaj trenować, a obiekty tych klubów będą zamknięte.

Oczywiście trwają dyskusję ekspertów co stanie się z klubami z Katalonii, jeżeli region ten rzeczywiście uzyska autonomię. Czy zaprzestaną gry w La liga i stworzą nową ligę w Europie? Kiedyś pojawiały się także sugestie, że kluby katalońskie mogłyby rozgrywać swoje mecze w Ligue 1. Mimo wszystko, pomimo tak zdecydowanego wyniku referendum, wydaje się mało prawdopodobne aby Katalonii stała się niezależną od Hiszpanii jurysdykcją.

 

 

Co dalej z warszawską Legią?

Szlagier polskiej Ekstraklasy, mecz Lecha Poznań z Legią Warszawa już za nami. Spodziewaliśmy się wyrównanego pojedynku, w którym faworytem był jednak Kolejorz. Jednak to co działo się na boisku możemy nazwać całkowitym nokautem dla warszawiaków. Nie jedynym tego wieczora. Choć to piłkarze Legii częściej utrzymywali się przy piłce, to nie potrafili znaleźć żadnych sportowych argumentów na odwiecznego rywala.

Jeden celny strzał po stronie Legii. W takim meczu to nie wystarczy do zwycięstwa. Lech oddał w światło bramki pięć strzałów, przy trzech Malarz musiał skapitulować. Bramki zdobyli Gajos (12 min.), Trałka (37 min.) oraz Makuszewski (65min.). Natomiast w grze Legii brakowało wszystkiego. Począwszy od zaangażowania, na poziomie sportowym kończąc. Wynik 3-0 to najmniejszy wymiar kary, Lech mógł wygrać to spotkanie wyżej.

Jak się okazuje, ten wieczór dla Legii zakończył się dużo gorzej. Gdy piłkarze wrócili do Warszawy, na parkingu przy Łazienkowskiej zaatakowała ich grupa kibiców na czele ze „Staruchem”. Szef kibiców wszedł do autokaru i zaprosił piłkarzy na zewnątrz. Jeżeli zawodnicy spodziewali się tylko ostrej rozmowy, to grubo się przeliczyli. Kibice od razu zaatakowali piłkarzy Legii. Oddawali ciosy, które miały upokorzyć zawodników, ale nie zrobić im krzywdy. Jedyną oszczędzoną osobą był nowy trener stołecznego klubu, Romeo Jozak. Jak mogło dojść do takiego incydentu na monitorowanym i chronionym parkingu? To tylko pokazuje, jak wiele osób jest rozczarowanych grą Legii.

Całe zajście trwało 10 minut, po czym zawodnicy pojechali do domu. Dziś natomiast, spadła na nich zmasowana krytyka wielu dziennikarzy związanych z klubem. Część z nich sugeruje, że niektórzy piłkarze powinni odejść z Legii, ponieważ nie zasługują by grać w tym klubie. Lepiej w najbliższym czasie raczej nie będzie. Romeo Jozak powiedział po spotkaniu, że piłkarze zawiedli go na całej linii, nie wykonując poleceń i grając jak kobiety. Choć w tej opinii, trener Legii chyba się zagalopował, ponieważ patrząc na wczorajszą grę warszawiaków, niektóre czołowe piłkarki na świecie mogły się poczuć urażone takim porównaniem.

Po porażce Legia z dorobkiem szesnastu punktów zajmuje ósmą pozycję w tabeli ze stratą sześciu oczek do lidera, Górnika Zabrze. Lech Poznań wykorzystał potknięcie Zagłębia Lubin i wskoczył na miejsce wicelidera. Wiele wskazuje na to, że Romeo Jozak długo nie zagrzeje miejsca w roli szkoleniowca. I dzisiaj nie mówimy o wynikach, lecz jego ostrej wypowiedzi, która nie ułatwi mu pracy z zawodnikami. Sam trener też nie spodziewał się obejmując posadę, że sytuacja będzie tak zła. Obrona tytułu na ten moment wydaje się nierealna. Czy Legia zdoła wrócić na właściwe tory?

Jak wynika z ostatnich doniesień, Legia Warszawa może mieć bardzo poważne problemy. Zaatakowani przez pseudokibiców piłkarze mogą teraz rozwiązać kontrakt z winy klubu. Część z nich podobno rozważa taką możliwość. To oznacza, że z Legii mogą odejść czołowi piłkarze, a klub będzie musiał wypłacić im wynagrodzenie, które zarobiliby do końca umowy. Jeżeli tak się rzeczywiście stanie, drużyna z Warszawy poniesie olbrzymie straty finansowe, a braki kadrowe będzie musiała łatać zawodnikami z głębokich rezerw.

Carlo Ancelotti nie jest już trenerem Bayernu Monachium

O zwolnieniu 58-letniego Włocha mówiło się już od dłuższego czasu. Od początku sezonu styl gry Bayernu Monachium nie zachwyca. W efekcie, po sześciu kolejkach Monachijczycy mają na swoim koncie 13 punktów i zajmują trzecią pozycję w tabeli za Hoffenheim i Borussią Dortmund. Choć dla niejednego klubu jest to jedynie marzenie, dla Bayernu oznacza to słaby stary i spory zawód ze strony zarządu na czele z Karlem-Heinzem Rummenigge i Uli Hoenesem.

A na dodatek katastrofa w drugiej kolejce Ligi Mistrzów i porażka na Parc des Princes z Paris Saint Germain 0-3. O ile klub ze stolicy Francji rzeczywiście posiada niezwykle silną kadrą, a w lecie wydał ogromne pieniądze na transfery, za samego Neymara płacąc tylko 222 mln euro, o tyle Bayernowi Monachium taka katastrofa po prostu nie przystoi. Nie w takim wymiarze porażki, gdzie PSG skarciło Bawarczyków i tak bardzo skromnie, zważając na ilość sytuacji.

Natomiast po stronie Bayernu sytuacji stuprocentowych praktycznie nie było. Bawarczycy dominowali na boisku pod względem posiadania piłki, ale kompletnie nic z tego nie wynikało. Nie było pomysłu na grę, a najlepiej świadczy o tym fakt, że monachijczycy mieli blisko 20 rzutów rożnych. Zagrożenie stworzyli z jednego czy dwóch stałych fragmentów gry.

Jednak słabe wyniki nie były jedynym problemem w Bayernie. Carlo Ancelotti stracił to, co zawsze było jego atutem – dobrą atmosferę w szatni. Na otwartą krytykę klubu w ostatnim czasie odważyli się czołowi piłkarze Bayernu: Robert Lewandowski, Frank Ribery, Arjen Robben i Thomas Muller. W obliczu tak poważnych problemów, Włoch nie miał szans utrzymać się na stanowisku.

A kto jest głównym faworytem do objęcia wakatu po Ancelottim? To niesłychane, ale głównym kandydatem jest Thomas Tuchel, który po zakończeniu ostatniego sezonu pożegnał się ze stanowiskiem trenera Borussi Dortmund. Powód? Zła sytuacja w szatni i konfliktowy charakter. Czy jest to zatem odpowiedni człowiek do pokierowania drużyny, w której nie brakuje silnych osobowości, które często mają coś do powiedzenia?

Na ten moment tymczasowym trenerem Bayernu będzie jego dawny zawodnik, ulubieniec kibiców i dotychczasowy asystent Carlo Ancelottigo – Willy Sagnol. Wiele wskazuje jednak na to, że Francuz  pokieruje grą Bayernu tylko w jednym meczu, w niedzielę przeciwko Herthcie Berlin. Później czeka nas bowiem przerwa reprezentacyjna, a w tym czasie Bayern najprawdopodobniej zatrudni nowego trenera.

Na liście bukmacherów, którzy wymieniają nazwiska ewentualnego następcy Ancelottiego, tylko dwa nazwiska są wyżej od Tuchela. Pierwszym z nich jest właśnie Willy Sagnol. Pewniakiem patrząc na kursy jest obecny szkoleniowiec Hoffenheim, Julian Nagelsmann. Niemiec jeszcze nigdy nie przegrał z Bayernem, a w tym sezonie razem z Wieśniakami udało mu się w bardzo dobrym stylu wywalczyć trzy punkty. Nie jest tajemnicą, że Bawarczycy już dawno namaścili Nagelsmanna na przyszłego trenera Bayernu. Tylko, czy szkoleniowiec zdecyduje się na początku sezonu opuścić Hoffenheim, z którym zajmuje pozycję wicelidera?

Bayern rozjechany przez paryski walec, Chelsea lepsze od Atletico

Podsumowujemy środowe spotkania Ligi Mistrzów, w których dwoma najważniejszymi wydarzeniami był pojedynek PSG z Bayernem Monachium oraz Atletico Madryt z Chelsea. Wczorajsze spotkania pozwalają wysnuć kilka istotnych wniosków, które mogą okazać się trafione w dłuższej perspektywie.

PSG 30 Bayern Monachium

Kłótnia Neymara i Cavaniego została zażegnana. A przynajmniej, konflikt ten był wczoraj niewidoczny, a współpraca magicznego trio: Neymar, Cavani, Mbappe układała się imponująco. To oni byli odpowiedzialni za zniszczenie obrony Bawarczyków. Choć pierwsze trafienie zanotował Alves po asyście Neymara. Bayern dominował, narzucił swój styl gry. Tyle tylko, że nie potrafili tego przełożyć na bramki. Natomiast PSG raz za razem ruszało z szybką kontrą, a bramek we wczorajszym meczu mogli strzelić znacznie więcej. Klub z Paryża pokazuje, że urósł do rangi poważnego kandydata do triumfu w Lidze Mistrzów. Zaś Bayern Monachium… mają o czym myśleć w stolicy Bawarii.

Atletico Madryt 1 – 2 Chelsea

Podobny wniosek nasuwa się patrząc na grę Chelsea. Choć po pierwszej połowie schodzili do szatni przegrywając jedną bramką i mając przeciwko sobie znakomitą obronę Atletico, najpierw wyrównał Morata po asyście Hazarda, natomiast trzy punkty w doliczonym czasie gry zagwarantował wprowadzony 10 minut wcześniej Batshuayi. W wielkim starciu trenerów lepszy okazał się Antonio Conte. Wygrać w Lidze Mistrzów na Vicente Calderon to nie lada wyczyn w ostatnich latach.

Qarabag 1 – 2 AS Roma

Spotkanie zakończyło się chwilę po 20. Rozgrywane było w Baku, ponieważ miasto, w którym swoją siedzibę ma Qarabag to strawione wojną ruiny. Drużyna z Azerbejdżanu pokazała, że ma charakter. Strzeliła swojego pierwszego gola w Lidze Mistrzów w historii. Była bardzo blisko, aby urwać dużo silniejszej ekipie jeden punkt. Fakt, faktem, Roma w tym spotkaniu grała bardzo słabo, szczególnie w drugiej połowie meczu. Spotkanie pokazało, że wyjazdowe mecze w Baku mogą przynieść niespodziankę i dać choćby jeden punkt Qarabagowi.

Anderlecht 0 – 3 Celtic

Robert Lewandowski nie był w stanie rywalizować z paryżanami przy słabej grze swojego zespołu. Jego los podzielił Łukasz Teodorczyk, a Anderlecht gładko przegrał z Celticiem. Choć zwycięstwo Celticu nie jest wielką niespodzianką, o tyle wymiar kary jak najbardziej. Ten mecz był bardzo istotny, ponieważ Celtic zrobił bardzo duży krok w walce o Ligę Europy. O wyjściu z grupy do fazy play-off oba kluby mogą tylko pomarzyć. Wydaje się, że PSG oraz Bayern są po za zasięgiem i to te dwie drużyny zajmą dwa pierwsze miejsce w grupie B.

FC Bazylea 5 – 0 Benfica

Tego nikt nie mógł się spodziewać. Mistrz Portugalii został zmiażdżony przez Bazyleę. O niemocy Benfici najlepiej świadczą statystyki. Zero celnych strzałów przy ośmiu po stronie klubu ze Szwajcarii. Chyba nikt nie spodziewał się, że po dwóch pierwszych kolejkach Benfica będzie zajmować ostatnie miejsce z zerowym dorobkiem punktów. A przed nimi przecież najtrudniejsze spotkanie, z Manchesterem United. Szanse na awans choćby do Ligi Europy bardzo się oddaliły.

CSKA Moskwa 1 – 4 Manchester United

Czyżbyśmy w końcu oglądali silne, angielskie kluby, które nie zapominają jak należy grać w piłkę w Lidze Mistrzów. City, United, Tottenham i Chelsea prezentują się doskonale. Nieco gorzej idzie Liverpoolowi, który dwa razy remisował. Czerwone Diabły nie dały szans CSKA, a kolejny świetny występ zaliczył Lukaku, który zdobył dwie bramki, a także Martial, który wykorzystał rzut karny i trzy razy asystował kolegom. Ostatnie trafienie dorzucił Mchitarjan. United jest w formie zarówno w Premier League jak i Lidze Mistrzów. Powrót gigantów nastąpił?

Juventus 2 -0 Olympiakos

Bez problemów choć skromnie, zważając na sytuacje bramkowe, wygrał Juventus Turyn we wczorajszym meczu. Z ławki rezerwowych zmaganiom na boisku przyglądał się Wojciech Szczęsny. Wiele wskazuje na to, że po porażce Starej Damy z Barceloną, głównym rywalem o awans będzie teraz Sporting Lizbona, który także uległ Dumie Katalonii. Barca lideruje w tabeli z sześcioma punktami. Z trzema punktami straty na pozycji 2. i 3. Sporting oraz Juventus.

Sporting 0 – 1 Barcelona

Mecz niezwykle ostry ze strony gospodarzy, którzy obejrzeli aż sześć żółtych kartek. Choć trzeba przyznać, że taktyka ta okazała się bardzo skuteczna, ponieważ Barcelona nie mogła znaleźć drogi do bramki Patricio. Pomógł jednak Coates, który niefortunnie interweniował w polu karnym i zanotował gola samobójczego, który rozstrzygnął o losach trzech punktów, które powędrowały do Katalonii.

Wspaniały wtorek z piłka nożną na najwyższym poziomie

Pierwsze spotkania drugiej kolejki Ligi Mistrzów za nami. Działo się naprawdę wiele i nie zabrakło kolejnych niespodzianek. Na europejskich boiskach mogliśmy obserwować wspaniały futbol pełny pięknych goli. Dzisiaj wieczorem czekają nas kolejne emocje z Ligą Mistrzów. Tymczasem omówmy po krótce to co działo się wczoraj.

APOEL 0 – 3 Tottenham

Tutaj niespodzianki być nie mogło. Koguty poradziły sobie bez problemu z mistrzem Cypru. Cała drużyna ewidentnie grała pod swojego najlepszego snajpera, Harry’ego Kane’a. W rezultacie, gracz Spurs zdołał skompletować hat-tricka i w tym momencie lideruje w klasyfikacji najlepszych strzelców z dorobkiem pięciu punktów. W grupie H Tottenham zajmuje pierwsze miejsce w grupie z dorobkiem sześciu punktów. Takim samym wynikiem może się pochwalić Real Madryt.

Besiktas 2 – 0 RB Lipsk

Przed rozpoczęciem kolejnej edycji Ligi Mistrzów część ekspertów wskazywało drużynę z Turcji jako czarnego konia tego turnieju. Choć zazwyczaj opinia taka spotykała się z uśmiechem, teraz już nikt nie może mieć złudzeń, że Besiktas może namieszać. Po wyjazdowym zwycięstwie z FC Porto, Besiktas wygrał także z wicemistrzem Niemiec, RB Lipskiem. W tym momencie, Besiktas jest liderem grupy G z kompletem punktów.

Dortmund 1 – 3 Real Madryt

Genialny mecz na Signal Iduna Park. Takie mecze są świetną wizytówką futbolu. Oba kluby grały bardzo ofensywnie. Gdy przez dłuższy czas Real Madryt prowadził 1-2, kolejna bramka była tylko kwestią czasu. Jednak mało kto odważyłby się postawić czy zdobędzie ją Real, czy wyrówna Borussia. Ostatecznie po trafieniu Bale’a i dwóch golach Ronaldo, Real wywiózł z Niemiec trzy punkty, natomiast sytuacja ekipy z Dortmundu staje się bardzo trudna.

Manchester City 2 -0 Szachtar Donieck

Bez niespodzianki, Obywatele wygrywają kolejny mecz z rzędu, tym razem z ukraińskim Szachtarem. Gole dla City zdobyli de Bruyne i Sterling. Wynik mógłby być wyższy gdyby nie przestrzelona jedenastka w wykonaniu Aguero. City stało się samodzielnym liderem w grupie F.

Monaco 0 – 3 FC Porto

Spodziewaliśmy się bardziej wyrównanego widowiska, jednak jak na razie w grupie G mamy najwięcej niespodzianek. Smoki bez problemu wypunktowały Monaco na ich stadionie. Koledzy Kamila Glika byli czasami bezradni, a i on sam w tym meczu nie błyszczał. Na ten moment, Porto ma trzy punkty straty do liderującego Besiktasu. Monaco i Lipsk na końcu tabeli z jednym oczkiem.

Napoli 3 – 1 Feyenoord

Napoli poradziło sobie z Feyenoordem po golach Insigne, Mertensa i Callejona. Bardzo ładnym zachowaniem popisał się pierwszy z tych zawodników, który bramkę zadedykował kontuzjowanemu koledze, Arkadiuszowi Milikowi pokazując jego koszulkę. Choć sytuacja z początku była zabawna, ponieważ Piotr Zieliński pomylił się i zamiast koszulki Milika dał swoją. Błąd szybko naprawił.

Sevilla 3 -0 Maribor

Bez niespodzianki w grupie E. Sevilla gładko poradziła sobie z Mariborem odnosząc przekonujące zwycięstwo. Tym samym z dorobkiem czterech punktów stała się liderem grupy z dorobkiem czterech oczek. Ze stratą dwóch punktów Liverpool i Spartak. Maribor już teraz może być zadowolony, ponieważ w tej trudnej grupie wywalczył chociaż jeden punkt.

Spartak Moskwa 1 – 1 Liverpool

Jedyny wczorajszy mecz bez rozstrzygnięcia. W tym sezonie The Reds bardzo często tracą punktu dzieląc się z innymi drużynami. Najczęściej w meczach, w których są zdecydowanym faworytem. Choć trzeba otwarcie przyznać, że Spartak na swoim stadionie pokazał kawałek bardzo ładnego futbolu. Bramkę dla gospodarzy zdobył Fernando. Po chwili wyrównał Coutinho.

Hity drugiej kolejki Ligi Mistrzów

Dziś omawiamy najlepsze spotkania drugiej kolejki Ligi Mistrzów ze wskazaniem na faworytów. Z całą pewnością nie zabraknie emocji. Wybraliśmy pięć meczów, które naszym zdaniem będą najciekawsze w nadchodzących dwóch dniach zmagań.

Borussia Dortmund – Real Madryt (wtorek 20:45)

Jedno z trzech wiodących spotkań drugiej kolejki Ligi Mistrzów. Real Madryt rozpoczął rozgrywki od gładkiego zwycięstwa nad APOELEM. Borussia natomiast po bardzo ładnym i zaciętym spotkaniu uległa The Spurs, choć nie zabrakło kontrowersji ze strony sędziów, którzy w tym meczu mocno skrzywdzili klub Łukasza Piszczka. Większość osób uważa, że w grupie H będzie działo się najwięcej. Zdecydowanym faworytem do wygrania grupy są Królewscy. A zatem, Borussia, która przegrała z Tottenhamem, teraz musi powalczyć o każdy możliwy punkt. Biorąc pod uwagę, że we wtorek będą gospodarzami, a Real wciąż zmaga się z kryzysem, najbardziej prawdopodobnym wynikiem wydaje się być remis. Choć Los Blancos zawsze potrafili odnaleźć rytm na europejskie puchary.

Monaco – FC Porto (wtorek 20:45)

Monaco rozpoczęło zgodnie z planem. Remis na boisku wicemistrza Niemiec, RB Lipska to dobry i satysfakcjonujący wynik. Porto natomiast sprawiło przykrą niespodziankę swoim kibicom przegrywając z Besiktasem Stambuł. Tym razem Smoki spotkają się w meczu wyjazdowym z Monaco i będzie to dla nich dużo trudniejszy sprawdzian. Faworytem są oczywiście mistrzowie Francji. Jeżeli na ten moment mamy polskich zawodników, którzy na 100% pojawią się w drugiej kolejce Ligi Mistrzów, to są nimi: Robert Lewandowski, Łukasz Piszczek i oczywiście Kamil Glik z Monaco.

Napoli – Feyenoord (wtorek 20:45)

W tym meczu wystąpić od pierwszej minuty miał Arkadiusz Milik. Niestety, nasz zawodnik zerwał wiązadło w prawym kolanie i ponownie będzie odpoczywał od futbolu kilka miesięcy. W starciu z Feyenoordem faworytem będą gospodarze z Neapolu, choć obecnie, po koszmarnej kontuzji Milika nie panują tam najlepsze nastroje. Obie drużyny przegrały swoje pierwsze mecze. Teraz Napoli powalczy o planowe trzy punkty, a ekipa z Holandii spróbuje sprawić niespodziankę.

Atletico Madryt – Chelsea Londyn (środa 20:45)

Prawdziwe starcie trenerskich gigantów. Diego Simeone kontra Antonio Konte. Mecz z trybun obejrzy Diego Costa, który wciąż jest zawodnikiem The Blues, ale wszystkie formalności związane z jego odejściem do Los Rojiblancos podobno są już załatwione. W wielkim stylu do Madrytu wraca Alvaro Morata, który jednak wolałby chyba wrócić na Santiago Bernabeu by pokazać Królewskim kogo stracili. Wobec kontuzji Benzemy, nieskuteczności Ronaldo oraz słabszej dyspozycji innych zawodników, Morata byłby teraz spełnieniem marzeń. Tymczasem, Hiszpan strzela gola za golem dla ekipy Chelsea Londyn, a w środę spróbuję zawojować stadion swoich byłych rywali z La Liga.

PSG – Bayern (środa 20:45)

Wielkie starcie, które według wielu jest postrzegane jako to najlepsze w drugiej kolejce Ligi Mistrzów. PSG napompowane gwiazdami, które już teraz mają problem by znaleźć wspólny język. Mowa oczywiście o Cavanim i Neymarze. Po drugiej stronie Bayern Monachium, który w tym sezonie spisuje się poniżej oczekiwań. To jednak wciąż wielka marka, której Paryżanie muszą się obawiać. Ostatni raz oba kluby spotkały się ze sobą 17 lat temu. Jak potoczy się dzisiejsze starcie na Parc de Princes? Czy Robert Lewandowski zdoła  dołożyć do kolekcji kolejnego rywala, przeciwko któremu zdobył bramkę? Odpowiedzi na te pytania już w środę o 20:45.