Zapowiedź piłkarskiego weekendu – będzie się działo!

W najbliższy weekend nie brakuje spotkań, które każdy fan piłki nożnej obejrzy z dużą radością. Z całą pewnością najbliższe trzy dni będą okraszone dużą dawką emocji oraz pięknym futbolem. Sprawdźmy zatem najlepsze spotkania, które warto obejrzeć.

Piątek, 20:30 – Lech Poznań – Wisła Kraków

Na dobry początek weekendu rozpoczynamy z Ekstraklasą. Kolejorz, lider tabeli zmierzy się z Wisłą Kraków. Choć zespół z Małopolski zajmuje szóste miejsce w tabeli to zwycięstwo w tym spotkaniu przyniesie im zrównanie z Lechem. Oba zespoły dzieli bowiem zaledwie trzy punkty. Wisła rozgrywa najlepszy sezon od kilku lat i z całą pewnością zrobi wszystko by przesunąć się na pierwszej piątki obecnych rozgrywek. W czołówce jest jednak ciasno, a kandydatów do lidera nie brakuje.

Sobota, 13:30 – Manchester United – Tottenham

Druga i trzecia drużyna Premier League ma na swoim koncie po 20 punktów. Obie ekipy zrobią wszystko by nadrobić stratę do lidera, Manchesteru City, która wynosi 5 oczek. Po remisie z Liverpoolem oraz niespodziewaną porażką z Huddersfield, przed Czerwonymi Diabłami niezwykle trudne zadanie. Koguty wygrały cztery ostatnie spotkania z rzędu. Ostatnio zostali wyeliminowani przez West Ham w Carabao Cup. Spurs przystąpili do tego meczu mocno rezerwowym składem, tak aby kluczowi zawodnicy odpoczęli nieco przed wielki pojedynkiem na Old Trafford.

Sobota, 16:00 – Liverpool – Huddersfield

The Reds sezon rozpoczęli kapitalnie, ale ostatnio ich forma pozostawia wiele do życzenia. Aktualnie znajdują się na dziewiątym miejscu z dorobkiem 13 punktów. Jedno oczko mniej mają Teriery, które w tym sezonie niejednokrotnie udowodniły, że nie są drużyną łatwo oddającą punkty. Przekonał się o tym Manchester United przed tygodniem odnosząc swoją pierwszą porażkę w tym sezonie. Nie ulega wątpliwości, że Teriery tradycyjnie zaszyją się w skonsolidowanej obronie i poczekają na każdą okazję wyprowadzenia zabójczej kontry lub wykorzystania stałego fragmentu gry przed szesnastką The Reds.

Sobota, 18:00 – AC Milan – Juventus Turyn

To spotkanie nie wymaga szczególnej rekomendacji. Dwa bardzo utytułowane zespoły staną naprzeciwko siebie na San Siro. Milan, dla którego miałbyć to wielki sezon, zajmuje dopiero ósme miejsce z dziesięcioma punktami do lidera. Sprawdzają się przepowiednie ekspertów, że wyjątkowo ciężki sezon czeka również Juventus. Aktualnie Stara Dama traci punkt do Interu Mediolan oraz trzy oczka do sensacyjnego i niepokonanego lidera, Napoli.

Sobota, 18:30 – Bayern Monachium – RB Lipsk

Lider Bundesligi może zmienić się już w sobotni wieczór o ile Borussia Dortmund po raz kolejny zgubi punkty. Bayern i Lipsk spotkały się ze sobą w środę w ramach Pucharu Niemiec. Po rzutach karnych lepsi okazali się Bawarczycy. Nie brakowało wielkich emocji oraz kontrowersji ze strony sędziego. Trudne zadanie stoi przed Robertem Lewandowskim, który w trzech ostatnich spotkania monachijczyków nie znalazł drogi do bramki rywala. Po tym meczu, jeżeli ten stan się nie zmieni, niemieckie media ponownie zaczną liczyć jego czas bez trafienia. Nie ma złudzeń, że Lewandowski wydaje się nieco zmęczony. W końcu gra wszystkie spotkania w pełnym wymiarze czasu. Bayernowi brakuje dobrego zastępcy, który mógłby dać oddech naszemu kapitanowi.

Sobota, 20:45 – Athletic Bilbao – Barcelona

Choć przed sezonem, Real Madryt był drużyną niezwyciężoną i wszyscy spodziewali się, że w tym sezonie ponownie będzie podbijał wszystko na swojej drodze, Królewskim zabrakło benzyny. Duma Katalonii wykorzystuje każde potknięcie Realu i aktualnie jest liderem La Ligi mając pięć punktów przewagi nad mistrzem Hiszpanii. Obie ekipy dzieli jeszcze Valencia, która ma o jedno oczko więcej od Królewskich. Barca stanie przed niełatwym rywalem na terenie Bilbao. Będzie ciekawie.

Niedziela, 17:00 – Leicester – Everton

Ekipę Lisów po zwolnieniu Craiga Shakespeara objął Claude Puel. To spora niespodzianka, szczególnie, że wielu ekspertów łączyło bezrobotnego obecnie Carlo Ancelottiego z drużyną Leicester. Obie ekipy rozgrywają niezwykle trudny sezon. Everton znajduje się w strefie spadkowej z dorobkiem ośmiu punktów. Sytuacja Lisów jest niewiele lepsza. na swoim koncie zgromadziły tylko jeden punkt więcej. W niedziele obie drużyny powalczą o komplet punktów.

Niedziela, 20:45 – Malaga – Celta Vigo

Weekend kończymy z hiszpańską La Liga, gdzie Malaga podejmie na swoim stadionie Celte Vigo. Gospodarze w tym sezonie prezentują się tragicznie i zamykają tabelę z jednym oczkiem. Celta znajduje się w samym środku tabeli mając na koncie o 10 punktów więcej. W tym spotkaniu wszyscy będą wskazywać oczywiście na gości. Malaga musi jednak w końcu przełamać fatalną passę i odnieść pierwsze zwycięstwo w tym sezonie.

Dawid Kownacki – rośnie zastępca Roberta Lewandowskiego?

Ostatnio, poprzez dobre zmiany jakie dawał Kownacki, pewien dziennikarz z lokalnych mediów w Sampdorii porównał go do nowego Patricka Schicka. Nasz zawodnik obruszył się nieco na to porównanie, twierdząc, że jest Dawidem Kownackim, a jeżeli już porównywać go do innych piłkarzy, to wolałby porównania z Robertem Lewandowskim. Oczywiście na tak spektakularne porównania przyjdzie czas. 20-latek jeszcze musi zapracować na to by upatrywać się w nim nowego Lewego.

Nie zmienia jednak faktu, że Kownacki jest dużą nadzieją dla polskiej kadry. To napastnik o bardzo dobrych warunkach fizycznych, instynkcie strzelca oraz nieprzeciętnymi umiejętnościami technicznymi. Jest wychowankiem GKP Gorzów Wielkopolski, ale bardzo szybko, bo już w wieku 12 lat trafił do Lecha Poznań. W kadrze seniorskiej Kolejorza grał w latach 2013-2017, strzelił 20 bramek. Wtedy zaczęły się pierwsze porównania do Roberta Lewandowskiego.

Tyle tylko, że Kownacki obrał inny kierunek. Lewy z Poznania ruszył na podbój Bundesligi do Borussi Dortmund, Kownaś wybrał Serie A i Sampdorie, polską kolonię we Włoszech, gdzie grają również Karol Linetty oraz Bartosz Bereszyński. Póki co, wciąż musi walczyć o miejsce w składzie, ale jego występy rokują znakomicie. Niecałe 75 minut na boisku w czterech meczach, dwie bramki. Kownacki coraz lepiej komponuje się w skład Sampdorii i wyraźnie dopina się o kolejne szanse.

Kownaś ma przed sobą niezwykle ważny rok. Przeszedł trzy szczeble reprezentacji młodzieżowej, od U-17, przez U-19, a kończąc na U-21. Wciąż czeka na powołanie do kadry seniorskiej. W przyszłym roku Mistrzostwa Świata w Rosji i po za Lewandowskim, żaden inny napastnik nie może być pewny miejsca. Milik leczy kontuzje po zerwaniu wiązadła w kolanie, Teodorczyk coraz częściej daje o sobie znać wybrykami pozasportowymi, a jego strzelecka passa gdzieś zniknęła. Kamil Wilczek regularnie gra w Brondby, gdzie od początku sezonu strzelił podobnie jak Kownaś, dwie braki. Tyle, że na boisku spędził ponad trzy razy więcej czasu. Dodatkowo, jest dziewięć lat starszy.

A zatem, Kownacki ma o co walczyć. Być może rok 2018 będzie absolutnie przełomowy w jego karierze. Musi kontynuować dobre występy i wywalczyć miejsce w składzie Sampdorii. Jeżeli utrzyma taką grę, nie będzie o to trudno. Potem ze wszystkich sił będzie musiał udowodnić trenerowi Adamowi Nawałce, że zasłużył na bilet na Mistrzostwo. Oraz, że jest gotowy zagrać u boku Lewandowskiego jako drugi napastnik.

Przyszłość Roberta Lewandowskiego – marzenia o Realu się spełnią?

Wczorajszy dzień dostarczył nam bardzo ważnych informacji na temat przyszłości Roberta Lewandowskiego w Bayernie. Czy są to jedynie pogłoski? Ciężko stwierdzić, jednak sytuacja jako żywo przypomina tą z sezonu 2012/2013 kiedy wokół Polaka pojawiło się mnóstwo zawirowań i plotek transferowych, które ostatecznie okazały się prawdą, a Lewy z Borussi Dortmund przeszedł do Bayernu Monachium. Gdyby nie wcześniejsze porozumienie między klubami, prawdopodobnie Robert Lewandowski w roku 2013 trafiłby na Santiago Bernabeu.

Zacznijmy jednak od innej informacji. Niemieccy dziennikarze ogłosili wczoraj, że Jupp Heynckes namawia włodarzy Bayernu do sprowadzenia rywala dla Lewandowskiego. Nie może to jednak dziwić, zważając, że Bawarczycy nie mają innego, klasowego napastnika, który w niektórych meczach pozwoliłby odsapnąć Lewandowskiemu, który gra w każdym spotkaniu po 90 minut. Zmęczenie naszego kapitana czasami jest bardzo widoczne. Nie brakuje jednak głosów, że Heynckes nie jest zwolennikiem talentu Polaka i szuka innego napastnika. Ostatecznie, w 2013 roku jako jedyny był przeciwny sprowadzeniu Lewego, ponieważ preferował styl gry Mario Mandżukicia.

Druga informacja zdaje się uzupełniać z pierwszą, bowiem Robert Lewandowski miał upoważnić swoich agentów do sfinalizowania transferu do Realu Madryt, pomimo ważnego kontraktu, który na Alianz Arena wygaśnie w 2022 roku. Przypomnijmy, że na początku sezonu Polak rozpętał burzę w Niemczech krytykując transfery Bayernu i podważając szanse swojego klubu w walce o triumf w Lidze Mistrzów. Nie jest tajemnicą, że europejskie trofeum jest dla Lewandowskiego niezwykle ważne. Szanse na jego zdobycie ma widzieć w Realu Madryt, a nie w Bayernie.

Jednak wczorajsze informacje mocno kolidują z polityką transferową Realu, który stawia na młodych zawodników. W przyszłym sezonie, kapitan reprezentacji Polski kończy 30 lat. Królewscy rzeczywiście szukają wzmocnienia z przodu zważając na ciągłe kontuzje Bale’a oraz fatalną formę Benzemy, który w swoich ostatnich występach marnuje niezwykle dogodne okazje. Jednak czy temat transferu Lewego do Realu rzeczywiście istnieje? A może są to zwykłe dywagacje dziennikarzy? Odpowiedź na to pytanie poznamy najpóźniej w czerwcu/lipcu przyszłego roku. Wydaje się, że będzie to ostatnia szansa Roberta Lewandowskiego by rzeczywiście przywdziać biały trykot Królewskich.

Nowy Mistrz Polski w obstawianiu zakładów na żywo!

Niedawno odbyły się czwarte Mistrzostwa Polski w obstawianiu zakładów bukmacherskich na żywo. Zawody zorganizowała firma bukmacherska STS. Jak wiemy, zakłady na żywo różnią się nieco od tradycyjnej metody wnoszenia zakładów. Tutaj liczy się refleks, umiejętność czytania sytuacji na arenie gry, mądre dysponowanie środkami oraz myślenie analityczne. Najlepsi gracze w Polsce udowodnili, że mając powyższe cechy możesz zarabiać duże kwoty w godzinę czasu! Zawody poprowadził dziennikarz Łączy Nas Piłka, Łukasz Wiśniowski.

Jak wyglądają takowe rozgrywki? Mamy trzy etapy turnieju, każdy zawodnik na wstępie otrzymuje 1000zł. Poprzez obstawianie w czasie rzeczywistym prawdziwych wydarzeń sportowych na żywo, gracze mają za zadanie maksymalnie powiększyć swój kapitał początkowy. W każdej rundzie, zawodnik musi postawić przynajmniej 20 zakładów o łącznej wartości ponad 500zł. Minimalny kurs zakładów na żywo musi wynosić 1.40.

Pierwszy etap skupia się na współpracy grupowej. Między sobą rywalizują stoliki 6-osobowe. Do kolejnego etapu przechodzi cały stolik z najlepszym wynikiem oraz trzech graczy z najlepszym wynikiem z pozostałych stołów. Na tym etapie, najlepszy gracz zarobił już 425zł.W drugim etapie rozgrywki zawodnicy rywalizują bezpośrednio między sobą wykorzystując pieniądze zdobyte w rundzie pierwszej. Do finału awansuje sześciu najlepszych graczy.

Przed rozgrywką finałową najlepszy był Marcin Szober, który zgromadził na swoim koncie 2313zł i miał przewagę 600zł nad kolejnym zawodnikiem. A jednak, wyczerpująca 90-minutowa batalia sprawiła, że Szober stracił pozycję lidera, w wyprzedził go Tomasz Szot, który na początku finału miał zaledwie 1291zł. Nowy mistrz Polski w obstawianiu na żywo otrzymał nagrodę pieniężną w wysokości 30,000zł. Na Mistrzostwach między sobą zmierzyli się również dziennikarze sportowi. W tych zawodach najlepszy okazał się Maciej Henszel.

W Premier League coraz ciekawiej – wstydliwa wpadka United

Od samego początku sezonu, w Premier League nie brakowało niespodzianek. W pierwszych kolejkach do największej należał beniaminek z Huddersfield, który po kilkudziesięciu latach powrócił do najwyższej ligi rozgrywkowej. Teriery przez chwilę dotrzymywały kroku liderowi, ale po porażce z West Hamem ich akcje zaczęły mocno spadać. Aż do dziewiątej kolejki, gdy przed swoją publicznością podejmowali Manchester United.

W 28 i 33 minucie meczu dwie bramki strzelili gospodarze. Do siatki trafili Mooy i Depoitre. Zapachniało ogromną niespodzianką, ale wszyscy wiedzieli, że w tym sezonie United jest niezwykle mocne i na pewno powalczą o odrobienie strat. Czy tak się stało? Tylko częściowo. Diabły były bez pomysłu, bez zębów, bez woli walki. Na 12 minut przed końcem meczu bramkę kontaktową zdobył niesamowity Rashford, ale na tym się skończyło. Teriery wywalczyły trzy punkty z wiceliderem tabeli.

Warto zwrócić uwagę szczególnie na posiadanie piłki. 78% do 22%. Nasuwa się anegdota argentyńskiego trenera, Jorge Sampaoliego, który dwa lata temu opowiedział następującą historię: „Pewnej nocy poszedłem do baru i poznałem piękną kobietę. Rozmawiałem z nią całą noc, wspaniale spędziliśmy czas, flirtowaliśmy, postawiłem jej mnóstwo drinków. Nad ranem do baru wszedł jakiś gość, który mocno chwyciła ją za ramię i zabrał do łazienki. Tam odbyli stosunek, a następnie poszli do domu. To ja spędziłem z nią większość czasu, ale gola strzelił ktoś inny”.

Cytat ten był szczególnie ochoczo powtarzany w sezonie 2015/2016 kiedy to Lisy z Leicester zdumiewały świat i zdobyły mistrzostwo Anglii mimo, że w niemal każdym meczu to ich rywale częściej utrzymywali się przy piłce. Leicester bazowało na skonsolidowanej obronie i szybkich kontrach. Wystarczyło. Po raz kolejny sprawdza się zatem, że posiadanie piłki to tylko statystyka, która nie musi mieć odzwierciedlenia na wynik oraz przebieg spotkania.

W poprzedniej kolejce również mieliśmy nie lada zaskoczenie. Crystal Palace, które do tego momentu nie strzeliło ani jednej bramki i z zerowym dorobkiem punktowym zamykało tabelę, pokonało przed własną publicznością Chelsea Londyn takim samym wynikiem. 2-1. W lidze angielskiej od czasu do czasu musi zdarzyć się sensacja, która z pewnością psuje tysiące kuponów bukmacherskich na całym świecie. Paradoksalnie, mecz Huddersfield z United mógł być dla bukmacherów stratny, ponieważ wiele osób wciąż stawia na Teriery pamiętając o ich wspaniałym początku sezonu.

A zatem, na szczycie Premier League króluje obecnie Manchester City z dorobkiem 25 punktów. Na miejscu drugim United z pięciopunktową stratą. Z tyłu napiera Tottenham, który złapał wiatr w żagle i wygrał już czwarte spotkanie z rzędu. Do tego dokłada znakomite wyniki w Lidze Mistrzów. United jeszcze dwie kolejki temu dotrzymywało kroku City, ale po remisie z Liverpoolem oraz porażce z Huddersfield wracają demony z poprzedniego sezonu.

Ten mecz był wyjątkowy jeszcze pod jednym względem.  Jose Mourinho, który uwielbia doszukiwać się źródeł porażki w błędach sędziów lub braku szczęścia na boisku, po porażce z Terierami powiedział bez ogródek, że Czerwone Diabły przez 90 minut nie zrobiły nic, aby wygrać to spotkanie. I rzeczywiście, takie można było odnieść wrażenie oglądając sobotni mecz.

Czarny koń Champions League 2017/2018?

Gdy na początku sezonu niektórzy przewidywali, że Besiktas Stambuł może sprawić sporą niespodziankę w Lidze Mistrzów, spotykało się to bardziej z uśmiechem niżli poważnym traktowaniem. Teraz nie śmieje się już nikt, ponieważ drużyna, która była spisywana na straty, jest liderem grupy G. Większość ekspertów typowała następujący scenariusz: Monaco jako mistrz Francji i półfinalista ubiegłych rozgrywek Ligi Mistrzów awansuje z pierwszego miejsca. O drugie powalczy Porto i RB Lipsk, przegrany w tej parze będzie musiał zadowolić się Ligą Europy.

Tymczasem, po trzech kolejkach Ligi Mistrzów liderem jest Besiktas Stambuł z kompletem punktów. Wygrana 1-3 z Porto, 2-0 z RB Lipsk oraz 1:2 z Monaco. Besiktas pokazuje bardzo dobry, ofensywny futbol, ale także dużą rozwagę taktyczną i przygotowanie do każdego spotkania. Trener? 65-letni Senol Gunes, który nigdy nie osiągał większych sukcesów. Choć prowadził wiele tureckich klubów, nigdy nie wywalczył mistrzostwa. Aż do 2015 roku gdy objął Besiktas i zdobył dwa tytułu mistrzowskie z rzędu. Teraz stworzył maszynę do wygrywania w Lidze Mistrzów, choć w lidze jak na razie idzie słabo. Dopiero szóste miejsce ze stratą ośmiu punktów do lidera. To jednak normalne, ponieważ brak szerokiej kadry umożliwia im znakomite występy na dwóch frontach.

Jak oni to robią? To pytanie, które zadają sobie kibice w Lipsku, Porto i Monaco. Besiktas, o ile w meczach rewanżowych nie straci całkowicie formy, może być już pewny awansu do fazy pucharowej. Pięć punktów przewagi nad Lipskiem, sześć nad Porto i osiem nad Monaco. Po trzech meczach mamy nokaut. Ciężko to inaczej nazwać w grupie G, gdzie na papierze najsłabszą drużyną jest Besiktas Stambuł. Największym przegranym? Oczywiście Monaco. Klub, który w tamtym sezonie błyszczał i zachwycał. Wystarczyło wyprzedać największe gwiazdy i z kolosa ostał się jedynie mocny przeciętniak. Gdy oddawali Benjamina Mendy’ego, Bernardo Silve, Tiemoue Bakatoko, Allana Sainta-Maxima, a przede wszystkim, Kyliana Mbappe, musieli wiedzieć jak to się skończy.

Grupa G to z całą pewnością najbardziej zaskakująca grupa w obecnej edycji Ligi Mistrzów. Trzeba chylić czoła przed osobami, które spotykały się z żartami gdy przewidywały, że Besiktas może sprawić niespodziankę. Mieli rację. Teraz niektórzy eksperci starają się podłączyć pod sukces mniejszości i zaciekle twierdzą, że „od początku wiedzieli”. Nie pamiętają chyba swoich wskazań na początku sezonu. My jesteśmy zdumieni i przyznajemy, że na Besiktas nie stawialiśmy.

Przegląd ostatniego weekendu w najważniejszych ligach europejskich

Nie brakowało niespodzianek przez ostatni weekend na najważniejszych stadionach piłkarskich w Europie. Przytaczamy zatem najważniejsze wydarzenia ostatnich trzech dni w ligach: niemieckiej, włoskiej, hiszpańskiej, francuskiej oraz angielskiej. Rozgrywki ligowe wróciły po przerwie reprezentacyjnej, a to zawsze wiąże się z kilkoma sporymi zaskoczeniami.

Bundesliga – Jupp 5 – 0 Freiburg

Jupp Heynckes zawiesił emeryturę i przyszedł na pomoc będącemu w kryzysie Bayernowi. Pierwszym rywalem na drodze nowego-starego szkoleniowca był Freiburg. I choć Jupp dopiero od kilku dni ma okazje pracować z zawodnikami, Bayern od razu zaprezentował się dużo lepiej miażdżąc Freiburg aż 5-0. Jedną z bramek dołożył Robert Lewandowski po asyście Thomasa Mullera. Dobrą informacją dla Bawarczyków była natomiast porażka Borussi Dortmund z RB Lipsk 2-3. To oznacza, że Bayern traci do fotelu lidera dwa punktu. Za plecami ze stratą jednego oczka do monachijczyków napiera Lipsk.

Premier League – z wielkiej chmury mały deszcz

Najważniejszym spotkaniem ligi angielskiej w ten weekend był bez wątpienia mecz Liverpoolu i Manchesteru United. Zdecydowanie lepszą drużyną okazał się Liverpool, który oddał mnóstwo strzałów i dominował w aspekcie posiadania piłki. Czerwone Diabły na Anfield praktycznie nie istniały. Mimo to, The Reds nie potrafili wykorzystać przewagi i mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Kilka słów należy powiedzieć o starciu Crystal Palace i Chelsea. Gospodarze w pierwszych siedmiu kolejkach nie zdobyli ani jednego punktu oraz ani jednej bramki. Mimo to, sensacyjnie potrafili pokonać The Blues 2-1. Hokejowym wynikiem zakończyło się starcie Manchesteru City ze Stoke, Obywatele wygrali aż 7-2.

La Liga – Real w bólach odrabia straty  

Los Blancos wciąż nie potrafią odnaleźć formy z początku sezonu. Mimo to, wymęczyli zwycięstwo nad Getafe 1-2. Lokalni rywale, Atletico, zrobili Królewskim prezent remisując z Barceloną 1-1. Dzięki temu, Real odrobił dwa oczka do Dumy Katalonii i obecnie traci do lidera pięć punktów. Jednak wiceliderem została w niedziele Valencia, która rozstrzelała Real Betis 3-6. Podopieczni Garcii Torala Marcelino mają oczko przewagi nad Królewskimi.

Ligue 1 – nie ma mocnych na PSG

Dziewięć spotkań – 25 punktów. Jak na razie, paryżanie stracili dwa punkty remisując z Montpellier. W ostatni weekend pokonali na wyjeździe Dijon 1-2, a zwycięstwo PSG zapewnił Meunier, który zdobył obie bramki. Bardzo słabo w piątek zaprezentował się Kamil Glik, a jego Monaco uległo Olympiqowi Lyon 3-2. To oznacza, że obecni mistrzowie Francji tracą do PSG już sześć punktów. Wydaje się, że nikt nie da rady zatrzymać paryżan wzmocnionych wielkimi transferami.

Serie A – Derby Mediolanu dla Interu

Wielkie derby w Mediolanie tym razem padły łupem Interu, który pokonał Milan 3-2. Choć w ostatnich latach oba kluby są jedynie cieniem wielkiej potęgi jaką stanowiły kilka lat temu, to starcie derbowe wciąż przyciąga spore zainteresowanie. Inter wciąż pozostaje w tym sezonie niepokonany i z dorobkiem 22 punktów jest wiceliderem w tabeli. Komplet punktów w ośmiu kolejkach wywalczyło jedynie Napoli, które ma na swoim koncie24 oczka. Bardzo ciekawie było w Turynie gdzie Juventus uległ Lazio Rzym 1-2. Stara Dama traci do lidera pięć oczek, a przepowiednie ekspertów o bardzo trudnym sezonie dla Juve stają się faktem.

Jorge Sampaoli ostro skrytykował reprezentacje Chile

Jeżeli mielibyśmy dyskutować o największych niespodziankach eliminacji do Mistrzostw Świata oraz wybrać najlepszą drużynę, której zabraknie, z całą pewnością wielu wskazałoby na Chile. Choć nikt nie spodziewał się, że La Roja może zabraknąć na Mundialu, to ostatnie mecze tej drużyny nie pozostawiały złudzeń. Porażka z Paragwajem i Boliwią bardzo osłabiła szanse na awans. Zwycięstwo z Ekwadorem było tylko światełkiem w tunelu, ponieważ Chile w ostatnim meczu musiało urwać chociaż jeden punkt na wyjeździe liderowi grupy – Brazylii.

Jednak Canarinhos gładko pokonali Chile i La Roja zajęli szóste miejsce. Taką samą ilość punktów (26) zgromadziło Peru, jednak gorszy bilans bramek sprawił, że Chile nie zajęło piątego miejsca dającego udział w barażach. Na reprezentacje spadła fala krytyki. Następnego dnia 30-letni Arturo Vidal ogłosił zakończenie kariery reprezentacyjnej. Miał dosyć ciągłej krytyki pod jego adresem za słabe występy w kadrze. Jednak słowa Jorge Sampaoliego wskazują, że krytyka była uzasadniona.

Od trenera Argentyny, który prowadził Chile w latach 2012-2016 oberwało się niemal wszystkim. Najłagodniej potraktowany został Alexis Sanchez, który zdaniem Sampaoliego nie czuje się częścią tej kadry, a na wspólne posiłki czasami przychodzi w słuchawkach siadając w koncie i nie rozmawiając z innymi piłkarzami. Jednak zachowanie Sancheza możemy uznać za całkowicie niegroźne, jeżeli posłuchamy o tym co rzekomo wyprawiają inni kadrowicze Chile.

Arturo Vidal – niemal na każdym zgrupowaniu reprezentacji miał nadużywać alkoholu. W 2015 roku po zdobyciu trofeum Copa America spowodował on wypadek pod wpływem procentowych trunków. To nie był jego jedyny wybryk. Mauricio Pinilli myśli tylko o imprezach. Gary Madel również, ale on już nie pije. Eduardo Vargas z każdym zgrupowaniem wygląda coraz gorzej. Tak piłkarzy La Roja ocenia były trener tej reprezentacji.

Wskazuje również, że kapitan Chile, Claudio Bravo nie ma żadnego wpływu na szatnię, w której rządzą Gonzalo Jara, Arturo Vidal, Jean Beausejour oraz Mauricio Pinilla. Jeżeli słowa Sampaoliego są prawdą, to chyba nikogo nie dziwi już fakt, że tej reprezentacji zabraknie w Rosji. I może to dobrze, bo jeżeli wielu piłkarzy La Roja rzeczywiście lubi zaglądać do butelki, to wysokoprocentowe trunki dostępne w Rosji mogłyby okazać się nazbyt mocne dla piłkarzy z Ameryki Południowej.

Obstawiamy zwycięzcę Mistrzostw Świata 2018

Choć Mistrzostwa Świata w Rosji wystartują dopiero 14 czerwca 2018 roku, a my nawet nie znamy wszystkich uczestników, którzy się na nie wybiorą, w serwisach bukmacherskich można już obstawiać kandydatów do tytułu. Oczywiście jest to wyłącznie forma zabawy, ponieważ na ten moment, żadne analizy nie są w stanie pokazać, które drużyny będą najmocniejsze za ponad 8 miesięcy. Jednak zawsze warto sprawdzić, kogo już dziś do awansu typują bukmacherzy.

Przypomnijmy, że zostało jeszcze kilka wolnych miejsc. Ze Starego Kontynentu na awans mogą liczyć jeszcze cztery drużyny z ośmiu biorących udział w barażach. W gronie tych zespołów są reprezentacje: Chorwacji, Danii, Grecji, Irlandii, Irlandii Północnej, Szwajcarii, Szwecji oraz Włoch. Ponadto w innych zakątkach świata, Australia zmierzy się Hondurasem, a Peru z Nową Zelandią. Mecze te odbędą się w listopadzie, a na początku grudnia poznamy grupy na Mundial.

Przyjrzymy się zatem faworytom bukmacherów już na ten moment. Przebija się trzech zdecydowanych kandydatów, z grona których, na pierwszym miejscu znaleźli się obrońcy tytułu – Niemcy (kurs 6,00). Za ich plecami Francuzi (6,25). Podium zamyka Brazylia (7,00). Zdaniem bukmacherów, to właśnie te trzy drużyny mają największe szanse na zgarnięcie najważniejszego trofeum w rozgrywkach reprezentacyjnych. W kursach poniżej 10,00 mieszczą się jeszcze kadry Hiszpanii (8,50) oraz Argentyny (9,25). Szczególnie szanse tej ostatniej drużyny są chyba nieco przecenione, przynajmniej na dzień dzisiejszy. Pamiętajmy, że dopiero wczoraj w nocy Argentynie udało się uciec spod topora i zakwalifikować do Mundialu.

Gdzie mamy reprezentację Polski? Biało-Czerwoni plasują się na czternastym miejscu z kursem 66,00. Przed nami plasuje się Chorwacja (44,00), która musi sobie jeszcze zagwarantować udział w Mistrzostwach. Pozostałe drużyny przed Biało-Czerwonymi nie budzą wątpliwości, może po za Rosją  na dwunastym miejscu (39,00). Pamiętajmy, że są to jednak gospodarze turnieju, a tych zawsze rozpatruje się w gronie kandydatów do sprawienia niespodzianki. Na koniec warto jeszcze wspomnień o miejscu siódmym, na którym znaleźli się Włochy (21,00), którzy także dopiero w najbliższym czasie powalczą w barażach.

Patrząc na kursy bukmacherów już dzisiaj, do awansu po turnieju barażowym wskazują oni reprezentacje Włoch, Chorwacji, Szwajcarii oraz Danii. I rzeczywiście, patrząc na listę wszystkich ośmiu drużyn, na papierze są to najmocniejsze ekipy. Pamiętajmy jednak, że baraże zawsze rządzą się swoimi prawami i pewnie niespodzianki lubią się zdarzać. Oczywiście na koniec w formie ciekawostki nie mogło zabraknąć drużyn z samego dołu rozpiski. Jaka niespodzianka w Mistrzostwach przyniosłaby najwięcej pieniędzy? Jeżeli po Mistrzostwo sięgnęłoby RPA, za jedną złotówkę moglibyśmy zarobić 1850zł. Nieco mniej wygrana wyniosła by w przypadku Nowej Zelandii – 1300zł.

Cristiano Ronaldo i Leo Messi pojadą na Mundial

Dwóch najlepszych piłkarzy na świecie ostatniej dekady zagwarantowało sobie wczoraj udział w Mistrzostwach Świata, choć w ostatniej kolejce ich reprezentacjom przyszło zagrać o wszystko. W grupie B strefy europejskiej Portugalia zajmowała drugie miejsce ze stratą 3 punktów do niepokonanej w eliminacjach Szwajcarii. Aby zagwarantować sobie bezpośredni awans musieli wygrać z Helwetami. W gorszej sytuacji była Argentyna, która przed meczem zajmowała szóste miejsce nie dające nawet baraży. Drużyna Leo Messiego musiała zgarnąć komplet punktów i liczyć na potknięcia innych ekip w strefie Ameryki Południowej.

Portugalia wygrała ze Szwajcarami 2-0. Z tego meczu należy przytoczyć trzy najważniejsze fakty. Po pierwsze, Portugalczykom mocno pomógł sędzia, który już po 20 minutach gry powinien wyrzucić z boiska za bezmyślny i bardzo niebezpieczny faul Andre Silve. O ile brak czerwonej kartki z trudem można byłoby wytłumaczyć, o tyle brak choćby żółtego kartonika za takie zagranie zakrawa na skandal. Drugi fakt – Portugalii pomogli Szwajcarzy. Pierwsza stracona bramka w 41 min (samobójcze trafienie Djourou nie zmotywowało Helwetów do odrabiania, choć potrzebowali remisu lub zwycięstwa. Po zmianie stron sytuacja nie uległa zmianie. W 57 min. gola strzelił ten, którego na boisku być już nie powinno, Andre Silva. Pomimo drugiej bramki Szwajcarzy nie starali się zbytnio powalczyć o wyrównanie i teraz będą musieli zmagać się w trudnych barażach.

Trzeci fakt związany z meczem Portugalia – Szwajcaria jest dobrą informacją dla Polaków. Cristiano Ronaldo nie zdobył bramki, a to oznacza, że królem strzelców eliminacji, a także samodzielnym rekordzistą pod względem strzelonych bramek w eliminacjach do MŚ w strefie europejskiej został Robert Lewandowski z 16 trafieniami. Ronaldo zgromadził na swoim koncie jednego gola mniej.

Przechodzimy do meczu Ekwadoru z Argentyną. Argentyną, która w 1 minucie pogrążyła się w żałobie po bramce Ibarry. Po tak szybkim ciosie ze strony gospodarzy, kibice chyba sami przestali wierzyć, że ich drużyna pojedzie na Mundial. Ale od czego jest Messi? O ile wielu zarzuca mu, że w reprezentacji nie jest tym samym piłkarzem co w Barcelonie, o tyle wczoraj, to właśnie Leo Messi podarował awans Argentynie kompletując hat-tricka i zapewniając zwycięstwo nad Ekwadorem 1-3. Swój mecz z Brazylią przegrało Chile, które spadło na szóste miejsce i nie pojedzie na Mundial. Peru oraz Kolumbia podzieliła się punktami, a to oznacza, że Argentyna z piekła trafiła na trzecie miejsce w tabeli za Urugwajem i Brazylią. Wczorajsze spotkania eliminacyjne były ostatnimi w rundzie zasadniczej.

W barażach na Starym Kontynencie, o cztery miejsca dające udział w Mundialu powalczy osiem ekip: Chorwacja, Dania, Grecja, Irlandia, Irlandia Północna, Szwajcaria, Szwecja oraz Włochy. Mecze barażowe odbędą się w listopadzie, natomiast 1 grudnia rozlosowane zostaną grupy na Mistrzostwa Świata 2018.